No to tak... Zacznijmy od tego, że ponad tydzień temu dostałem na Facebooku zaproszenie od nijakiego pana Remigiusza. Na pierwszy rzut oka, hmm... Mało przystojny facet, blondyn, niebieskie oczy, 30 na karku - no co? Jak na mnie fajnie :-P Rozmowa zaczęła się od tego że, blondasek ( znowu?) zapytał się o siersciucha, a że jestem głupi to skłamałem że jest mój. Później pisaliśmy na inne tematy, aż w końcu zaproponował mi wycieczkę do Warszawy (tam mieszka blondasek i jego szczurek Michał - o boż...). Na początku miałem opory - jak to ja - ale coś mnie pokusiło i powiedziałem że przyjade... I co? Jestem. Mam to co chciałem, dwóch facetów, z którymi się bzykam, blondasek jest dobra partia na przyjaciela... Nie płacę prawie za nic - jedynym kosztem jest bilet Polskiegobusa tam i z powrotem, żyć nie umierać prawda?
Jestem tu już 2 dni i stwierdzam że, ja się do takiego życia nie nadaje... To nie moja bajka... Oni mają kasę, żyją jak chcą - fajnie... Ale ja jestem nauczony innego życia, czasem się zastanawiam co ja turaj robię? Siedzę za darmo w cudzym mieszkaniu, jem za czyjąś kasę, bilet na komunikację oni dają... Hmmm... To nie moja moralność... Muszę sie z tym przespać...
Mała odskocznią od codzienności i dobrze zrobiła wiec nie narzekaj :)
OdpowiedzUsuń