Każdy z nas ma chyba w życiu taki okres kiedy ma ochotę usiąść na środku ulicy i się rozryczeć z bezsilności na otaczający nas świat i ludzi... Choćbyś nie wiadomo co robił i tak pewnych ludzi i zachowań nie zranisz i przychodzi moment, punkt kulminacyjny, w którym zaczyna ten stan być mocno wkurwiający, potem frustrujący, a na koniec już masz tego tak dość, że stajesz się bezsilny i po prostu siadasz na dupsku i zaczynasz ryczeć. Później jak się już wyryczysz dojdziesz do wniosku, że ten cały płacz był bezsensu bo przecież masz swoją wartość i co mnie tam obchodzą inni, po czym za jakiś czas znowu zaczynasz się wkurwiać i tak uruchamiasz jebane błędne koło. Znasz to? Jeśli tak to dobrze wiesz co teraz czuję... Nie mam nawet siły się dalej nad tym rozpisywać - po prostu wyżyłem się pisząc ten post...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz